Rekruterze, bądź przewodnikiem dla swojego kandydata

Wpis Rekruterze, bądź przewodnikiem dla swojego kandydata pochodzi z bloga Jacka Krajewskiego.

Kiedy myślę o rekrutacji jako procesie, kojarzy mi się to z przejściem przez rwący strumień, w którym znajdują się kamienie. Przewodnik (Rekruter) próbuje przeprowadzić strudzonego Wędrowca (Kandydata) na drugą stronę. Każdy kolejny kamień przybliża go do upragnionej rozmowy z Mędrcem (Hiring Managerem). Ale jak wiadomo, w takich warunkach nietrudno o poślizg.

Nawet jeśli najtrudniejsze momenty są za nami, to podróż ciągle trwa i nie możemy sobie pozwolić na dekoncentrację i zlekceważenie najdrobniejszych szczegółów.

Prawdopodobnie wiesz z autopsji, że znalezienie odpowiedniej osoby na pokład Twojej firmy wymaga wiele wysiłku. Zostawiasz mnóstwo serducha na poszukiwaniach bezpośrednich, przekonaniu kandydata że „warto rozmawiać” no i w końcu ten „jeden z dziesięciu” odpisuje, że jest potencjalnie zainteresowany. Czyli zgadza się na konwersację telefoniczną z Tobą lub też rozmowę na Skype. Załóżmy, że w jej trakcie wszystko gra i czujesz, że będziesz go umawiać na kolejny etap – do człowieka, z którym będzie już potencjalnie współpracował.. Ale to już przekażesz kandydatowi mailem, jak tylko zgrasz się w sprawie szczegółów ze wspomnianym hiring managerem. Udaje Ci się to sprawnie załatwić, więc za chwilę możesz już słać wiadomość z zaproszeniem na tzw. calla lub na też na spotkanie w siedzibie firmy.

Win-Win

W tym momencie na chwilę się zatrzymajmy, bo jest coś, co może również i Ciebie skłoni do głębszej refleksji nad komunikacją z kandydatem. Otóż miałem okazję przeczytać pod koniec ubiegłego tygodnia ciekawy artykuł w serwisie Business Insider. Autor Sujay Maheswari opowiada w nim o tym, jak to jego kolega w 2015 roku brał udział w rekrutacji na product managera w firmie Google. Po wstępnej rozmowie został on zaproszony na phone interview z jednym z project managerów. Następnie otrzymał od rekrutera maila z wyczerpującą informacją na temat tego, jak ma się przygotować do tego etapu (wraz z przykładowymi pytaniami oraz sugerowanymi stronami i blogami do przejrzenia). Sujay, który również widział tego maila (dzięki uprzejmości kolegi) puentuje sprawę tak:

I’ve never seen an email that makes it feel like the recruiter is working for the candidate rather than the company, (…)The approach actually makes so much sense, (…) A recruiter’s job is to make sure the two people fall in love — the candidate and the hiring manager.In this case, the recruiter did everything he could to make the candidate win — and if the candidate wins, it is ultimately a win for the company.

Jak jest u Ciebie?

Jestem ciekaw, co sobie teraz myślisz. Może coś w stylu: „Aha, czyli znowu dowiaduję się, jacy to wspaniali rekruterzy są w Google, a ja jestem przecież szarą myszką w XYZ i co ja mogę zrobić w tym temacie…Nic.?”

Ewentualnie może w ten sposób: „Nie ma się czym ekscytować. Nikt nie jest idealny (rekruterzy Google mają też swoje na sumieniu) a ja akurat u siebie w XYZ mam świetnie ograną komunikację z kandydatem”.

Niezależnie od tego, który z powyższych punktów widzenia prezentujesz (albo myślisz jeszcze zupełnie coś innego) to mam nadzieję, że się ujawnisz i włączysz do dyskusji pod wpisem:). Bo jestem zdania, że nie musisz reprezentować wielkiego brandu, aby sprawić, że nawet tak pozornie drobny element komunikacji zbuduje wyjątkowe doświadczenia kandydata w kontakcie z Tobą i tym samym z firmą, dla której rekrutujesz. 

Wróćmy do Twojego maila zapraszającego kandydata do kolejnego etapu rekrutacji. Znalazła(eś) go już? Spojrzyj proszę na niego całościowo i odpowiedz sobie na poniższe pytania:

  1. Jaka jest struktura tej wiadomości? Czy jest to coś na kształt formatki, w której jest kilka zmiennych takich jak np. dzień, godzina, nazwisko? Jakie dokładnie informacje się w niej znajdują? Dlaczego właśnie takie a nie inne?
  2. Jeśli jest to pewien szablon, to jak dawno temu powstał i w jakich okolicznościach? To Twoje dzieło czy z kimś je konsultowała(eś)? Jeśli tak, to z kim?
  3. Czy pytała(eś) ludzi, których już masz na pokładzie, jakie mają wrażenia z tego konkretnego etapu rekrutacji? Jak zapamiętali wiadomość, którą od Ciebie otrzymywali? Co im się podobało, a co budziło ich niechęć? A może w ogóle mają pustkę w głowie i nic sobie nie przypominają?
  4. Postaw się teraz w roli kandydata, który właśnie otrzymał maila od Ciebie. Co widzi? Czy otrzymał wystarczającą ilość informacji, które pozwolą mu ze spokojną głową przygotować się do kolejnej rozmowy? Czy odczuwa jakieś emocje w związku z tym, a jeśli tak, to jakie? Co myśli o Tobie, jako rekruterze – pierwszej linii jego kontaktu z Twoją firmą? Jak określisz jego początkową reakcję? Co robi w związku z tym mailem? Odpisuje od razu? Wraca za kilka godzin do niego? A może chwilowo ignoruje bo w międzyczasie dostał jakąś inną ofertę pracy i się zastanawia co dalej?

Co dalej?

W szale twórczym nie spodziewałem się, że wyjdzie z tego mały rachunek sumienia;-). Wybacz. Ale jeśli odpowiedział(a)ś sobie uczciwie na zadane pytania to należą Ci się za to słowa uznania bo właśnie wykonała(e)ś kawał dobrej roboty. Przynajmniej jeżeli chodzi o dobry początek.

Nikt nie oczekuje, że w ramach maila prześlesz kandydatowi kilkustronicowy esej. Czy jednak coś złego się stanie, jeśli raz jeszcze krótko nakreślisz, na czym będzie polegała praca, jaka jest kultura organizacyjna w Twojej firmie, możliwości rozwoju, benefity? Albo w jaki sposób będzie wyglądała właśnie kolejna rozmowa, ile będzie trwała, kto dokładnie ją przeprowadzi i  jakich zagadnień można się na niej spodziewać? Teraz od Ciebie zależy, co zrobisz z tym dalej. Możesz być tym, który zachowa dotychczasowe status quo albo wdrożysz do swojej komunikacji nawet niewielkie zmiany, które zrobią znaczną różnicę zarówno w zakresie candidate experience, jak też i w kontekście swojej marki rekrutera.

Przewodniku – Wędrowiec i Mędrzec liczą na Ciebie:).